| |
Biebrza
Wstajemy bardzo wcześnie, jest jeszcze ciemno i ładujemy się do samochodu. Jedziemy powoli przez zamarznięte drogi, wokół żywego ducha, powoli mrok zaczyna rzednąć. Drzewa jak widma, ośnieżone, zamazują mi się przed oczami, powieki mam jak ołów. Wypatruję na próżno łośków, aż do chwili kiedy M. dostrzega dwa po naszej lewej. Siedzimy znieruchomiali, one też, jakbyśmy nawzajem nie chcieli siebie spłoszyć. My udajemy, że nas nie ma, one też. Trwa to ułamki sekund, a potem ruszają w las.
Obraz wraca do punktu wyjścia; ten sam nieprzenikniony las, te same drzewa, tylko coraz jaśniej, świta, lecz wokół nadal żywej duszy. Znów ta chwila otarcia się o wieczność i nierzeczywistość, jak zawsze w takich miejscach. Dziwna uczucie dojmującej pustki. Pustki, której się łaknie, i która jest przyjemna; żadnej tęsknoty w tyle głowy, choć jest tak bardzo zimno. Wieje lodowaty wiatr, temperatura wciąż poniżej zera, jest zimniej niż na Antarktydzie latem. Aż trudno zrozumieć, jakim sposobem ten wiatr w ogóle wieje, powinien przecież zamarznąć w locie, tak bardzo szczękamy zębami.
Ruszamy na bagna. Z oddali majaczą porzucone wieże widokowe i mostki ornitologiczne. Za kilka miesięcy zaroją się od obserwatorów, voyerów, podglądaczy; zapełnią się od westchnień, pohukiwań, ochów, achów. Dziś nie ma tu nikogo z lornetką, jest zaśnieżony trakt i cisza zakłócana wiatrem. Dookoła zlodowaciałe patyki i badyle, biel, szarość, czasem bagienny beż. Przestrzenie nieskończone i nietknięte, na których jesteś z nikąd, zresetowany do dzisiejszej chwili, nie ma z kim wymienić spojrzenia, nie ma cię. Brniemy po kostki w bagnie, przymrozek wciąż nie ściął powierzchni. Brniemy przed siebie jakby poza czasem, poza rzeczywistością, w zimną i senną nicość.
skomentuj (1)
2009-04-22
...
Zawsze bardzo chcę wierzyć że. Tylko, że nie ma gwarancji, ani rękojmi na uczucia.
skomentuj (1)
2009-04-02
w drodze do Kopytkowa
Najważniejsze, żeby udało wam się szybko wydostać z Warszawy. A jak już dojedziecie do Dolistowa, to dzwońcie. U nas to korków nie ma, u nas tylko łosie. Ale można się zgubić. – takimi przestrogami uraczył nas przez telefon gospodarz agroturystycznej kwatery nad Biebrzą. Uzbrojeni w GPS i złaknieni pustkowia, ruszamy.
Zmierzaliśmy do Kopytkowa, inaczej mówiąc, na koniec świata. Przez „Polskę B”, tak ulubioną przez publicystów, na wschód i na północ, gdzieś jeszcze dalej, do Polski X, którą trudno dobrze oznaczyć na mapie. Choć nazwa wsi brzmi gastronomicznie i swojsko, to tereny, na których się znajduje, są bez mała egzotyczne. Ma być jedno wielkie bagno, dużo błota i mało ludzi. Czytam sobie Konwencję Ramsarską o obszarach wodno-błotnych mających znaczenie międzynarodowe. Podpisało się 158 państw. Biebrzańskie bagna bez kompleksów widnieją na liście w towarzystwie argentyńskiego Chaco i delty Okavango w Bostwanie.
Najpierw długo, długo jedziemy w ciemnościach. Ani śladu żywego ducha. Wokół las, nietknięty, cały w śniegu. Kiedy wjeżdżamy na Carską Drogę, M. uśmiecha się i mówi, że to najbardziej łosiogenne tereny: tutaj przyjedziemy za dnia. Tymczasem około północy docieramy na miejsce. Rumcajs przysnął w oczekiwaniu na nas, budzi się na odgłos silnika za oknem. Zaprasza nas do środka, i w świetle w sieni wreszcie widać, że rzeczywiście jest Rumcajsem - ma gęstą rudawą brodę, jest malutki, jak żywcem przeniesiony z bajki. Od razu wzbudza moją sympatię. Rozpala ogień w kominku, żeby nam było ciepło w nocy. Przed snem przyklejam nos do okna, wypatrując łosia, lecz widzę tylko kawałek płotu...
c.d.n.
skomentuj (1)
2009-03-12
pierwszy październik w Wawce
Pierwszy październik w Wawce upłynął mi na wykańczaniu mieszkania, tak samo jak czerwiec, lipiec, sierpień i wrzesień;). A może to mnie wykańczali wykonawcy;) Ale już mieszkam u siebie, i choć wciąż połowa rzeczy jest w rozsypce, to już od drzwi wejściowych ogarnia mnie swego rodzaju błogość;)
skomentuj (2)
2008-10-28
WYSPY OSWOJONYCH SMOKÓW
„Za jakie grzechy mam chodzić w upale po kamieniach?”, pokpiwa sobie młody Anglik wyskakując z łodzi na czarny, skalisty brzeg. Jak okiem sięgnąć, widać tylko zastygłą lawę i ocean. To nietypowa sceneria na wakacje mieszczucha. Żadnych palm ani drinków z parasolką. Wręcz przeciwnie, krajobraz o nienarzucającej się urodzie. Do najbliższego lądu – Ekwadoru – prawie tysiąc kilometrów. Do Kostaryki jeszcze dalej, tysiąc sto. Prawdziwe pustkowie na równiku; nieprzychylny, prawie księżycowy pejzaż.
Ślady cienia można znaleźć tylko w lesie kaktusów o monstrualnych kolcach. Pod pniami opuncji leniwe iguany lądowe dobierają się do zielonych owoców tuna, nie zważając na setki sterczących igieł. Te metrowej długości jaszczury niezaprzeczalnie władają ciemnym królestwem lawowej pustyni. Zaopatrzone w grzebienie z rogowych kolców na łbach i grzbiecie, wyglądają jak prehistoryczne dinozaury albo baśniowe smoki. Są opasłe, jakby pożarły już niejednego rycerza w zbroi. Z tą tylko różnicą, że tu, na równiku, jest im zbyt gorąco, by ziać ogniem na nasz widok.
Jeden z legwanów łypnął okiem w moją stronę… Jednak najwyraźniej nie jestem stworzeniem godnym zainteresowania krogulca, ba, nawet nie nadaję się do pożarcia. A może uznał mnie za spowinowaconą z niegroźną dlań foką, jakich pod dostatkiem w okolicy? Ziewnął nie ruszywszy się ani o milimetr z zajętej pod kaktusem pozycji strategicznej. Tylko smakowita kolczasta kulka mogłaby go wyrwać z letargu. Wygląda na to, że legendy o niepłochliwych zwierzętach z Galapagos zaczynają się właśnie potwierdzać na moich oczach.
skomentuj (1)
2008-09-06
jesień na progu
Czasem słońce, czasem deszcz. Już nadszedł ten dzień, który przełamuje lato.
skomentuj (0)
2008-09-02
po urlopie
Wróciłam z wakacji. Byłam w miejscu, w którym rządzi tobą tylko szczery zachwyt, tak ogromny, że inne uczucia nie mają już dostępu. Cudnie.
skomentuj (5)
2008-08-22
wykończeniówka
Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni – tak z pewnością będzie z wykańczaniem mojego mieszkania. Ponieważ jest w stanie surowym, na mojej głowie koncepcja i przeprowadzenie tej odysei do szczęśliwego końca.
Po dwóch miesiącach wybierania, zamawiania, szukania fachowców, poganiania ich, zmienianiu na lepszych lub gorszych, i czekania na zamówione materiały, w końcu widzę światło w tunelu. Kosztowało mnie to wiele mniej i bardziej produktywnych dyskusji z glazurnikami, parkieciarzami, hydraulikami, elektrykami, złotymi rączkami od siedmiu boleści i starymi wygami, którzy zjedli na budowach zęby.
Okazało się, że ekipy budowlane mają mnóstwo pracy i trzeba się do nich umawiać z takim wyprzedzeniem, jak do dermatologa w państwowej przychodni. Biorąc pod uwagę, że to męski świat, w którym młoda blondynka w pojedynkę nie jest traktowana zbyt poważnie, a kończąc na tym, że w dzisiejszych czasach z budowlańcami trzeba się obchodzić jak z jajkiem, bo jest ich za mało, już się bałam, że ze mnie jako blondynki nic nie zostanie, gdyż prędzej osiwieję, niż się wreszcie wprowadzę do siebie.
Ostatecznie jednak nauczyłam się mnóstwa rzeczy, w pogawędkach żongluję już takimi pojęciami jak wzornik ICA, majolika, zawiasy wewnętrzne, klej do gresu, ościeżnica i inne cuda na kiju. Oszukują mnie coraz rzadziej, i zaczynam widzieć oczami wyobraźni to wyczekane mieszkanie, które będzie wreszcie moje, i takie jak ja - pół żartem, pół serio ;-)
I będzie tak: na zewnątrz post-polis, miasto, obserwacja uczestnicząca, na całego warszawska siła rażenia. A wewnątrz, za drzwiami mieszkania - kawałek zinterpretowanej przeze mnie przestrzeni, w której nic tylko pisać, czytać, gotować i gościć przyjaciół. Marzę o tej chwili.
skomentuj (2)
2008-08-22
wpadłam w Warszawę
Wpadłam w Warszawę, znienacka, szybciej niż się spodziewałam. Z dnia na dzień moi pracodawcy przenieśli mnie z siedemnastowiecznej kamienicy w Krakowie do centrum Warszawy, gdzie z okien widać Pałac Kultury - widok zgoła odmienny niż kamienna brukowana uliczka pełna szkolnych wycieczek o każdej porze roku. Miało być tylko na chwilę, a będzie na dłużej. I zmiana jest duża – znów czuję, że żyję, aż po cebulki włosów.
Po Poznaniu, Valladolid, BCN, Bs As i KRK, przeprowadzek już mi wystarczy. Czy wkrótce stanę się ofiarą hasła "Zakochaj się w Warszawie"?;-) Całkiem możliwe, bo tak już ma, że lubię lubić miejsca, w których mieszkam ;-)
Moje życie znów nabrało dynamiki trąby powietrznej. Tymczasem na ul. Żurawiej, w pracowni gorsetów "U Anieli", pani Aniela pochyla się nad maszyną do szycia - za przykurzoną firanką, za wachlarzem z luster, jakby nigdy nic.
Przede mną najfajniejszy czas - poznawania nowych miejsc, oswajania miasta, sprawdzania skrótów, wpadania w nieoczekiwane miejskie pułapki, wypatrywania na czym polega "warszawskość", gdzie się zaczyna, a gdzie kończy "stacja Warszawa", obserwowania do n-tej potęgi wciąż przez wyostrzoną źrenicę, zanim ją przyćmi rutyna i przyzwyczajenie, zanim poczuję się u siebie i przestanę zauważać.
skomentuj (3)
2008-05-22
spacerownik po mieście-patchworku
Dwie ulice od domu, w którym sie zatrzymalam dzieki zyczliwosci M., jest Cafe Filtry. Znajdujemy się w koncu na przeciw miejskich filtrów - to taki wydzielony teren, z którego wystają fantazyjnie czerwone ceglane kominki. W tle majaczy "city", czyli Palac Kultury vel Pekin we wlasnej osobie, i sasiadujace z nim wiezowce (co jeden to brzydszy).
A więc Cafe Filtry. Jest tu stara bialo-czarna posadzka jak u retro fryzjera w Buenos Aires, i bezprzewodowy internet, co ratuje mnie przed odwykiem od mojego internetowego nalogu.
Przed chwila wrocilam ze Spacerownika GW. Niejaki Pan Majewski, uroczy varsavianista, przegonil nas spacerem po trasie pt. Warszawa lat 20-tych. Uslyszalam tysiace anegdot, ktore niestety juz pozapominalam (a zapomniałam rownież kajecika - błąd!), i ogladalam stara Warszawe, tam gdzie jeszcze zostala, albo gdzie juz jej nie ma, ale wciąż można sobie wyobrazić przy dobrych checiach i krztynie wyobraźni.
Mijaliśmy więc na trasie niebotyki, niebotycznie piekne kamienice należące do bogatych kamieniczników, pensje dla panien, rezydencja Stanislawa Augusta Poniatowskiego, były rogatki mokotowskie, za ktorymi dalej juz tylko pole, i opowieści o arystokracji, która na letnisko wyjezdzala na Krym lub do Milanowka. I byl pomnik Pilsudskiego, pod ktorym mielismy zbiorke, a tam tlumek ludzi, głównie starszych, ktorzy znali po drodze kazdy kamień. To byl w sumie piekny widok, az milo bylo popatrzec na ludzi, ktorzy jeszcze pamiętają co oznacza społeczeństwo obywatelskie, i są jakos przywiązani do swojej okolicy.
Warszawa jest jak miasto patchwork, troche fotoszopowa, można do niej wkleicćco sie komu przyśni. Jakby jej nie nazywać, "miasto okaleczone", czy stolica United Colours of Beton, wszystko zależy od tego, kto patrzy i jakie przywdzieje okulary.
Czasami widzę brzydkie miasto pełne blizn, które nieporadnie próbuje je pozakrywać z nienajlepszym skutkiem. A jednak tu gdzie obecnie pomieszkuję, jest tak ładnie, że aż trudno pamiętać o okolicach Dworca Centralnego. Byc moze, przez sentyment, Stara Ochota pozostanie mi w pamieci jako najmilsza warszawska okolica. Jest tu wyjatkowo normalnie. Niska zabudowa, gdzieniegdzie uliczki calkiem jak paryskie, mansardowe okna, wewnetrzne ogrodki, bramy wciaz bez domofonow (choc na parterze w domach juz niestety kraty w oknach, jak w Johannesburgu), mnostwo kwiaow, ptakow, i kafejka, w ktorej w niedzielne popoludnie spotykam ludzi mających czas na gazetę.
W pracy mnóstwo się dzieje, duzo więcej niż w Krakowie. Zostanę tu jeszcze tylko trzy tygodnie, które juz wiem że umkną w tempie błyskawicznym. Mrugam powieką i mija tydzień, mniej więcej tak to wygląda.
Kolejny raz złudzenie początku, szeroko otwarte oczy, czuję się znów jak w podróży, trochę na walizkach. Obserwuję zachłannie, znów mam ochotę zanotować każdy szczegół, brakowało mi tego.
skomentuj (3)
2008-04-27
wysłuchaj historii
Zostań wolontariuszem dla Archiwum Historii Mówionej> http://www.1944.pl/index.php?a=site_news&STEP=02&id=1072
skomentuj (0)
2008-04-16
...
M. niedawno skończyła 27 lat. M. nadal lubi praktykować obserwację uczestniczącą i życie z przytupem.
skomentuj (6)
2008-04-15
zalety Krakowa
Jednym z niezaprzeczalnych plusów Krakowa jest ciągły kontakt z naturą - tutaj z domu lub z pracy wychodzi się "na pole":)
A tak na poważnie, Kraków jest przepiękny na wiosnę, ptaki ćwierkają jak najęte, Planty kwitną, ludzie wylegli na ulice, znów jest dobrze.
skomentuj (0)
2008-04-15
Warszawa
Na pierwszy rzut oka brzydota Warszawy poraża. Miasto o nieludzkich gabarytach, bardziej nadające się do defilad, niż do spacerów. Aż kłuje w oczy, że je budował naród, a nie specjaliści od planowania przestrzennego. Mimo to, szukam plusów:) Podobno to tu mieszkają Polacy najbardziej rzutcy, przedsiębiorczy i z fantazją;) Bez fantazji tutaj ani rusz.
skomentuj (2)
2008-04-14
ABE
Yo hace tiempo que he reducido mi país a unos cuantos amigos y paisajes.
Alfredo Bryce Echenique
skomentuj (2)
2008-03-17
Kapuściński c.d.
"W.B. mówił mi zawsze: nie zajmuj się głupstwami. Głupstwo, błahość, ściąga cię w dół. Nie daj się. Trzymaj się pazurami wierzchołka. Uprawiaj wspinaczkę. Uprawiaj kult góry."
"Wyobraźnia i wrażliwość - cechy bardzo ze sobą związane, nawzajem od siebie zależne."
"Być właścicielem samego siebie, posiadać przestrzeń wokół siebie, przestrzeń niewidoczną - a jednak nienaruszalną."
"Skłonność ludzi do stygmatyzowania innych. Do znakowania. Znak musi być skrótem, symbolem wyrazistym, mocnym. Najlepiej jeśli to będzie jedno słowo. Skąpiec. Lewak. Dziwkarz.
To oznakowanie jets z reguły trwałe, raz przypięta etykietka już pozostaje, opinia niechętnie godzi się na zmianę."
R. Kapuściński, "Lapidarium VI"
Czytam Kapuścińskiego i wracam na swoje miejsce. Nawet jeśli pisze nie raz pesymistycznie, o konsumeryzmie, krajach trzeciego świata, problemach demokracji, upadku wartości, etc., mimo że się czasami powtarza i moralizuje. Świadomość, że ktoś się zastanawia, próbuje zauważyć, pojąć, nazwać, zdefiniować - uspokaja mnie. Szkoda, że Kapuscinski już nic nie napisze.
skomentuj (5)
2008-03-07
:-)
Właśnie spełnia się moje marzenie: dawny profesor ze studiów po latach skontaktował się ze mna i zaproponował przetłumaczenie swojej książki z hiszpańskiego na polski. W takich chwilach chce się żyć:)
skomentuj (4)
2008-02-29
Elling
"Elling" w Fabryce Trzciny - polecam ten spektakl każdemu i wybieram się na niego drugi raz. Szczerze się smiałam, do łez, kilka razy się wzruszyłam, i ogólnie wyszłam tak uskrzydlona, jak dawno już mi się nie zdarzyło. Świetni aktorzy, świetne dialogi, świetna kanapa, która zamienia się w kabriolet i moment ciemności, w której Boberek spiewa tylko dla Ciebie. (Niestety takie momenty nieznośnej lekkości bytu są coraz rzadsze.)
Nie do przegapienia!!!
Poza tym "Szalone nozyczki" w Bagateli (nudnawe i przewidywalne), sztywniacka Cafe Fogg w Wawce (pomysł niby fajny, od palanta do belcanta, ale strasznie tam drętwo), "Traktat o łuskaniu fasoli" Myśliwskiego (dobra książka, ale chyba jestem na nią za młoda, znużyła mnie), zbrzydł mi zupełnie kolor czerwony (z czerwonych rzeczy pozostała już tylko nieśmiertelna parasolka), nadal mieszkam w Krakowie, i w południowo-wschodniej Polsce bez większych zmian...
skomentuj (2)
2008-02-29
14 luty
14 luty - nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam mnóstwa miłości, tego nigdy za wiele;) Sobie też życzę;) Wielkiej, ciepłej, wesołej, mądrej, dojrzałej, acz porywistej pod czerwoną parasolką, nieustającej, z bliska i na odległość, w dzień i w nocy, bez zbędnych ale, za to ze wspólnymi planami:)
skomentuj (2)
2008-02-13
Persepolis
Absolutnie genialne i obowiązkowe!!!
skomentuj (3)
2008-02-08
|
|
|
KONTAKT:)
WARSZAWA Z WYBORU tu
szkolenia edutrain
MISJA KAMERUN Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci Słońca Misja w Bertoua
pro fundacje
retro elektro, czyli coś dla retrofila moda 20lecia wyprawa w 20-lecie puppini sisters radio retro retrofilia klubRetro
WAW fumo Kasia w akcji stare lustra projekt praga Warsaw Destination Alliance Muzeum Historii Polski kaszasa refre Notes From Warsaw kontynent Warszawa Storyteller Museum trzaskprask
kurs na kulturę cultural animation Lab for culture IAM zarządzanie kulturą creative commons PFMK forum PSMK NCK cultural policies MKiDN NCK
Lingwistyka Investigationes Linguisticae Grupa Dyskusyjna Lingwistyka lingwistyka kognitywna Summer Institute of Linguistics linguistics sociolinguistics Mayan Syllabary and Glyphs varieties of Spanish
Instytut Cervantesa Centro Virtual Cervantes Aula Virtual de Espanol IC Warszawa-Kraków
KRK Insiders iKrakow krakowskie inwestycje kazimierz podgórze bunkier sztuki ha!art krakoff
foto Marcos Lopez Doisneau
Antarktyda polska stacja polarna im. H. Arctowskiego
Muzea w Polsce: Wilanów, Muzeum Plakatu Plock, Muzeum Secesji W-wa, Muzeum Azji i Pacyfiku Łódź - Book Art Museum
Brazylia Confeitaria Colombo
malowidla naskalne Altamira Jaskinia Rąk, Patagonia
plakat plakat polski Cartel Online
la belle epoque, secesja la belle epoque Hector Guimard art nouveau worldwide A. Mucha secesja w Buenos Aires
taniec Isadora Duncan Niżyński
Persja iran.krakow.pl zoroastryzm
tango Academia Nacional del Tango tangodata todotango Akademia Tanga Argentynskiego blautango milonga.pl
sekretne życie słów dict.pl staropolski Kopaliński free translation słownik online
oko Chagall Murillo Modigliani v.p. tipoemas, antipoemas poesia visual Miquel Barcelo Joan Brossa Lam
ręka Rodin Brancusi K. Nowak Giacometti Henry Moore
Ramón Gómez de la Serna ***
Buenos Aires: mapa alternativa teatral catalina sur guia cultural de Bs As Bs As online
jak na filmie: Bar El Chino Monsieur Hire Lost in translation Rekonstrukcja Lisbon Story Juliette Binoche Shohei Imamura Warm Water Under a Red Bridge dopo mezzanotte Eduardo Blanco Tony Leung Chiu Wai Sun Zhou ´Zhou Yu´s train´ Jeunet Campanella Patrice Leconte ¨Le mari de la coiffeuse¨ Louis de Funes Kim Ki-Duk Abbas Kiarostami Wong Kar Wai
strzyż uszami: Cuarteto Casals Fervor Luna Monti i Juan Quintero Moguilevsky Bernardo Baraj Pequeńa Orquesta Reincidentes Osvaldo Pugliese Madredeus Tomatito Charles Trenet Scott Joplin Duke Ellington it don't mean a thing if it ain't get that SWING! Dulce Pontes Mariza Tanghetto David Peña Dorantes Lhasa Arik Einstein Joaquin Sabina Joaquin Sabina
! 2046
do poczytania: Oliverio Girondo Cortazar W 80 światów dookoła dnia Borges Alef Francisco Umbral Amar en Madrid Unai Elorriaga El tranvia en SP Hrabal Czuły barbarzyńca Willem Roggeman Pochwała metafory U.Eco Historia piękna Molier Skąpiec Zbigniew Herbert Sempe i Goscinny Rekreacje Mikołajka Ramón Gómez de la Serna Bryce Echenique "Bujne zycie Martina" Javier Marias "Serce tak biale" Nigel Barley "Niewinny antropolog" Octavio Paz "Libertad bajo palabra" Eduardo Galeano Danilo Kis "Mansarda" Carpentier "Podróż do źródeł czasu" Rimbaud "Sezon w piekle" Kazantakis "Grek Zorba" Ceram "Bogowie, groby i uczeni" Kydryński "Pod słońce" M.Duras "Pisać" Kapuściński
znajomi i nieznajomi Usz kaszasa ezo Kasia pstryk DM Lukasz i Lucja santuri reflejo arf-arf krokodyl szpulka llena marek ch4rlie lukasz małżowina mojeksiazki czytaty babs javier marias 2lazy2die bartpogoda.net
. szkolenia VAT *
czytelnia: oligor hospitality club Thyssen-Bornemisza Czuły barbarzyńca Strange Fruit Instytut Książki Pina Bausch independent.pl strona Karoliny historia ksiazki cuentacuentos Kathakali Octavio Paz proyecto ensayo hispanico Guillaume Apollinaire judaica Paul Eluard
2009 kwiecień marzec 2008 październik wrzesień sierpień maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2001 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec
|
|